sobota, 15 grudnia 2012

Uwaga, uwaga!


    W Japonii nie da się nie zauważyć dużej ilości wszelkiej maści znaków, ogłoszeń, uwag i zawiadomień, co w połączeniu z zamiłowaniem Japończyków do anime i krzykliwych kreskówek owocuje w postaci pociesznych obwieszczeń. Nawet najpoważniejsze ostrzeżenia są przekazywane w tak lekkiej i zabawnej formie, że tylko znajomość języka japońskiego pozwala zrozumieć wagę ich przekazu. 
     Jeśli natomiast chodzi o ogłoszenia dobiegające z głośnika, groźnie brzmiący japoński  może powodować, iż odbiorca ma ochotę schować się w najbliższym schronie przeciwlotniczym. Ostatnim hitem naszego akademickiego radiowęzła jest komunikat z Ministerstwa Zdrowia, zachęcający do noszenia masek, mycia rąk i profilaktyki przeciwko grasującej w kraju grypie żołądkowej.
     Gdyby jednak wymyślne oznakowanie mimo wszystko uszło uwadze zabieganego Japończyka, z pomocą śpieszą służby porządkowe. I tak, zwykłe malowanie przejścia dla pieszych wymaga zatrudnienia przynajmniej jednego dodatkowego pana, którego głównym zadaniem jest uśmiechanie się do przejeżdżających rowerzystów i ostrzegawcze machanie z daleka podświetloną na czerwono pałką. To samo dotyczy remontów dróg, czy wycinania drzew, a nawet przejść dla pieszych z czynną sygnalizacją świetlną, w czasie większych imprez.


wagon kolei miejskiej przeznaczony tylko dla kobiet

mapa Kamakury (miejscowość zwana potocznie "małym Kioto")




machający ręką sztuczny policjant





rozkład jazdy autobusów - Kioto

godziny otwarcia...

w naszym laboratorium






ostrzeżenia z uniwersyteckiej stołówki 






kolej miejska - miejsca przeznaczone dla osób starszych i kobiet w ciąży


wtorek, 11 grudnia 2012

Hakuna matata!


Ścieżka dźwiękowa do tego posta:)


      W sobotę udało nam się wreszcie wybrać na upragnioną wizytę u Myszki Miki – byłyśmy w tokijskim Disneylandzie!
Żeby tam dotrzeć musiałyśmy zacisnąć zęby i w sobotę, zupełnie po ciemku (wstałyśmy po 5), z odgniecioną na policzku poduchą, wsiadłyśmy na rowery i pojechałyśmy na stację autobusową w Tsukubie, z której odjeżdża bezpośredni autobus do Tokyo Disney Resort. 
    Była to nasza pierwsza wyprawa do stolicy autobusem. Przejazd zapętlonymi nitkami autostrad, zawieszonymi wysoko nad ziemią lub wodami zatoki, z panoramą tokijskich drapaczy chmur w tle zapierał dech w piersiach. W pewnym momencie, pomiędzy budynkami, ukazała się nam dymiąca góra – sztuczny wulkan, będący centralnym punktem Disney Sea
    Tokyo Disney Resort składa się bowiem z typowej, bajkowej części przeznaczonej dla młodszych zwiedzających oraz Disney Sea właśnie, gdzie nieco starsi fani kreskówek Walt’a mogą poszaleć na rollercoaster’ach i mocno się przy tym zmoczyć. Wyprawa do Disneylandu jest atrakcją dla wytrwałych. Japończycy, uwielbiający kreskówki i wszystko co jest ‘kawaii’ (z jap. słodki, uroczy), szturmują ten park rozrywki na potęgę. W kolejkach do największych atrakcji stałyśmy nawet po dwie godziny. O tym, że wizyta w Disneylandzie to dla nich wielkie wydarzenie, mogą świadczyć tabuny gadżetów, którymi niezależnie od wieku obwieszeni są zwiedzający. W tym ogromnym tłumie trudno znaleźć kogoś bez uszów Myszki Miki, kreskówkowych rękawiczek, bądź bez zawieszonego na szyi, w wymyślnym kształcie, pojemnika na popcorn. Wiek nie gra tu roli i nawet pomarszczona babunia paraduje z kokardą Myszki Mini we włosach.  
    Dbałość o detale, cudowna disneyowska muzyka, przepiękne, świąteczne już dekoracje, przesympatyczna obsługa i niesamowite, pobudzające wyobraźnię, przywracające wspomnienia z dzieciństwa miejsca powodują, że chciałoby się zamieszkać w Zamku Kopciuszka i nigdy nie opuszczać Nawiedzonego Domu. Uśmiech nie schodzi tutaj z twarzy!
     Po całym dniu biegania po tym bajkowym świecie, zwiedzających żegna parada niesamowicie rozświetlonych platform z postaciami z najpopularniejszych bajek i pokaz sztucznych ogni. 
    Do autobusu wsiadałyśmy niesamowicie zmęczone i młodsze o dwadzieścia lat :) Disneyland jest miejscem naprawdę magicznym i nie ma w tym cienia przesady. 
…a marzenia się spełniają. ;)


































czwartek, 6 grudnia 2012

Ach śpij, kochanie!


    Jedną z tych rzeczy, które jako pierwsze rzuciły nam się w oczy w Kraju Kwitnącej Wiśni jest japońska zdolność spania wszędzie, w każdej pozycji i niezależnie od okazji. To zapracowane społeczeństwo, spędzające w pracy minimum 12 godzin (wyjść należy dopiero po szefie, a w pracy być najlepiej przed nim), trwoniące w pociągach i metrze kolejne godziny na dojazd do miejsca zatrudnienia, często znacznie oddalonego od domu, musiało wykształcić w sobie takową umiejętność. Widok śpiącej z otwartą buzią Japonki, kiwającej się w rytm stukotu metra, z odchyloną do tyłu głową, wypadającym z ręki iPhone’em 5 i otwartą torebką nikogo w Japonii nie dziwi. Nikt nie śmieje się tutaj ze strużki śliny mieniącej się na policzku, nie robi ukradkiem kiepskich zdjęć telefonem - nikt po prostu nie zwraca uwagi, bo jest to tak normalne, jak czytanie książki w poznańskim tramwaju.
    Gdyby tu jednak tylko o metro chodziło… Japończykom zdarza się spać w pracy! Ba, jest to całkiem powszechne, a przede wszystkim dozwolone zjawisko. I nie ma to nic wspólnego z lenistwem, czy miganiem się od pracy. Nie da się przecież być w formie przez całe 14 godzin, a szef doskonale zdaje sobie sprawę, że drzemka przed  komputerem świadczy tylko o zaangażowaniu podwładnego, a po niej efektywność pracy znacznie się poprawia. Codziennie w pracy obserwujemy to zjawisko, niezależnie od tego czy mamy do czynienia ze studentem, doktorem, czy profesorem. Gdy przy biurku obok zapada cisza możemy być pewne, że spoczywa na nim zmęczona, czarna głowa. I choć i tym razem z początku spoglądałyśmy na to z niemałym zdziwieniem,  ostatecznie same uległyśmy tej japońskiej chwili zapomnienia. Wbrew pozorom i zaśnięcie w zatłoczonym, wypełnionym klikaniem kilku klawiatur pokoju, to sztuka niełatwa, a jej opanowanie wymagać będzie od nas trochę czasu, albo… bardzo ciężkiego tygodnia w pracy:)






niespodziewany mistrz drugiego planu;)



tradycyjne japońskie posłanie - futon (Kioto 06.2012)

wtorek, 4 grudnia 2012

O psie, który jeździł spacerówką


    Zwierzaki domowe w Japonii mają się dobrze. W przeciwieństwie do tych żyjących w otaczającym kraju wodach ;) Już przed przyjazdem, wiedziałyśmy, że każdy pies czy kot ma tu spora kolekcję ubranek, a Japończycy są w stanie wydać fortunę na nowe gadżety dla swoich pupili. I rzeczywiście tak jest. Zwierzęta domowe są w Japonii traktowane bardzo poważnie i właściwie wszędzie towarzyszą swoim właścicielom. Nie każda para pchająca przed sobą wózek może wskazywać na świeżo upieczonych rodziców. Okazuję się bowiem, że w środku zamiast skośnego bobasa, grasuje rozszczekana Chihuahua. Wózek nie jest jedynym wymyślnym środkiem transportu ulubieńców, kolekcja obejmuje również wszelkiego rodzaju nosidełka i torebki. I ta zwierzęca moda! Zdziwienie budzi tutaj widok nieubranego pupila, a sklepy z ciuszkami można znaleźć na każdym kroku. Obecnie króluje kolekcja świąteczna, nasz kot, na przekór Darwinowi, w mgnieniu oka może stać się reniferem, a pies elfim pomocnikiem Świętego Mikołaja.
   Traktowanie zwierząt jak najbliższych członków rodziny rozkręciło w Japonii intratny biznes pogrzebowy. Każdego domowego pupila można tutaj skremować i pochować w przeznaczonych do tego miejscach, a także zadbać, aby zwierzęciu zawsze paliła się świeczka. 
  Pomimo tej całej różowej otoczki, w której zwierzę traktowane jest prawie jak człowiek, na tokijskich ulicach można spotkać sklepy zoologiczne, gdzie kilkutygodniowe maluchy, odizolowane od matki i innych szczeniąt trzymane są w boksach, na wystawie sklepowej, otoczone odgłosami miasta, migającymi światłami i piszczącymi z zachwytu Japonkami. Oby jak najszybciej znalazły nowy dom.


popularny widok przed wejściem do restauracji, symbol gościnności



















tak, to kartka urodzinowa
kto prowadzi?






adidas for animals









salon piękności