Już w połowie listopada rozpoczyna się celebrowanie Bożego
Narodzenia w Japonii. Po kilku dniach z każdej wystawy uśmiecha się do nas Św.
Mikołaj, a na ulicach pojawiają się świąteczne drzewka, przystrojone
wielobarwnymi światełkami. Wydaje się to być zaskakujące, ale Japończycy
obchodzą to chrześcijańskie święto powszechnie i z entuzjazmem. Z racji
wyznawanej w Kraju Kwitnącej Wiśni religii nietrudno się jednak domyślić, że
tylko dla znikomego procentu Chrześcijan (0,7 % populacji) jest to święto
religijne. Odpowiedź na tę kwestię jest prosta: komercjalizacja i względy
czysto handlowe. Nieznajomość religijnego znaczenia tych świąt, zupełnie nie
przeszkodziła Japończykom przejąć i nieco przekształcić tradycyjne Boże
Narodzenie na swój sposób. Nie obchodzi
się go tutaj jak u nas, rodzinnie, z najbliższymi. Co więcej dzień ten (25.12.)
traktowany jest tutaj jak Walentynki (!). Młodzi, samotni Japończycy wręcz nie
przepadają za tym świętem, często spędzając je w pracy. Nie jest to bowiem dzień wolny, a jedyną wyróżniającą go od
innych tradycją jest zakup tak zwanego kurismasu keeki (fonetycznie „christmas
cake”) i drobnych prezentów dla dzieci. Wigilię świętują głównie zakochani, dla
których jest to dobra okazja, by poprosić ukochaną o rękę, czy wyznać uczucia.
Nic więc dziwnego, że w tym czasie popularne restauracje pękają w szwach, a
zdobycie stolika bez rezerwacji praktycznie graniczy z cudem.
W Japonii znacznie
ważniejszy jest ostatni dzień roku. 28 lub 29 grudnia Japończycy zaczynają
wielkie porządki, a 31 grudnia szturmują centra handlowe i sklepy,
przygotowując się do noworocznej, bardzo uroczystej kolacji. Tym razem przy
stole gromadzi się najbliższa rodzina, aby następnego dnia rano wspólnie udać
się do świątyni na modlitwę.
***
Dla nas tegoroczne
święta były szczególne – pierwsze takie spędzane z dala od domu. Mimo, że
dookoła dzwoniły dzwoneczki, migotały światełka i przygrywały amerykańskie
kolędy, nam kompletnie nie chciało się świąt. Zapewne dni te przeszłyby bez
echa lub nawet, w japońskim stylu, w pracy, gdyby nie niesamowita przesyłka
lotnicza z Polski. 21 grudnia do Tsukuby zawitał Jarek (mąż Madzi H.)! Ku
naszej ogromnej radości przywiózł ze sobą nie tylko walizkę wypchaną po brzegi
polskimi smakołykami, ale też całą magię i atmosferę świąt. Wigilię spędziliśmy więc wspólnie, w trójkę, przy
japońsko-polskim stole. Oprócz polskiego barszczu i pierogów (japońskich) z
grzybami, były też owoce morza, sushi, opłatek, prezenty, kolędy i tradycyjnie
„Kevin sam w domu”.
Pewnie nie zdarzy nam się już jeść kolacji wigilijnej
pałeczkami;)
| tradycyjna dekoracja świąteczna |
| Home Alone ;) |
![]() |
| Maria-san i Jezus-kun :) |

Ale słodko, widać, że mieliście szczęśliwe święta:) W sumie to fajnie mieć takie doświadczenie, tutaj było tradycyjnie, czyli kompletne wariactwo, wszędzie durne piosenki, pełno ludzi, korki w mieście. Prezenty kupowałam przez dobrych kilka dni, a ich pakowanie zajęło mi 3 godziny... W przyszłym roku muszę się lepiej zorganizować. Ale w sumie było fajnie, bo sportowo i bez przeżarcia ;)
OdpowiedzUsuń